Główna Chen Taiji Chuan
Wywiad z J. Silberstorffem- 2010

Wywiad z Janem Silberstorffem przeprowadzony przez Joachima Stuhlmachera w 2010 roku

Opublikowany w czasopiśmie: "Chen Taijiquan" na rok 2011

Z okazji jubileuszu 25-lecia Taiji Jana Silberstorffa, Joachim Stuhlmacher, wydawca Magazynu Chen i właściciel wydawnictwa Lotus Press, przeprowadził z nim rozmowę. Poniżej efekt:


Jak się czujesz po 25-ciu latach treningu Taijiquan?

 

Bardzo dobrze. Jeśli nie dotąd zajmowałbym się Taiji, zacząłbym teraz.

Kiedy rozpoczynałem, miałem 18 lat, teraz mam 43. Obojętne jednak ile masz lat i kiedy zaczynasz zajmować się Taiji- każdy dzień przynosi pożytek !!


Co jest takie, jak to mówisz, pożyteczne?


Oczywiście są to klasyczne wartości: zdrowie, medytacja, samoobrona. Ale co to oznacza w rzeczywistości? W naszym rozumieniu zdrowie to nie tylko nieobecność choroby- co samo w sobie już byłoby wystarczające. Każdy kto jest chory, potwierdzi jak cenne jest zdrowie.  Człowiek zazwyczaj traktuje je niedbale, bo wydaje mu się, że choroba go nie dotyczy. Trening sięga jednak dużo dalej. Człowiek się po prostu doskonale czuje. Nabiera się odczucia swojego ciała, które jest tak przyjemne, że aż wspaniałe. Ludzie tęsknią za nim, choć szukają go często w niewłaściwym miejscu pijąc alkohol, biorąc narkotyki, czy próbując osiągnąć go przez jedzenie w dużej ilości, luksus czy jeszcze w inny sposób. A to jest proste: doprowadź do jedności twojego ciała i ducha i poczujesz się szczęśliwy bez dodatkowych życzeń. Skoro  już jesteśmy przy duchu: to jestem pewny, że w tym życiu naprawdę już wiele przeżyłem. Jednakże: najwspanialsze przeżycie, które może odczuć człowiek, to doświadczenie czystego ducha. W pełnym znaczeniu tego słowa jest niebiańskie! Czysty duch i zdrowe ciało: to harmonia i szczęście. W porównaniu z tym kawa, papierosy, narkotyki i konsumpcja- to wszystko obce słowa.


W jaki sposób dociera się do tej radości, czy to odczucie rozwija się z czasem ?


Oczywiście, trochę dyscypliny jest ważne. Szczególnie na początku. Kiedy zaczynasz już jednak odczuwać działanie, przekraczasz granicę. Wtedy już się od tego nie uwolnisz. A kiedy na głębszej płaszczyźnie doświadczysz, co w rzeczywistości oznacza spokój w ruchu, kiedy doświadczysz pojęcia Wuji i Taiji, a nie tylko o nich wiesz, wtedy jest prawdziwie wspaniale! Na początku po prostu chcesz się stać lepszym. Próbujesz zapamiętać poszczególne ruchy formy, możliwie najdłużej wystać w pozycji Stojącej Kolumny i być może marzysz o tym, żeby kiedyś stać się prawdziwym Mistrzem. Ach…dawniej ja też marzyłem o tym, żeby stać się prawdziwym Mistrzem. Byłem bardzo ambitny, dużo trenowałem i koniecznie chciałem być bardzo, bardzo dobry. Przeżywanie, wszystkich związanych z tym, wzlotów i upadków sprawiało dużo przyjemności. Tymczasem jednak nie było nic piękniejszego, niż po prostu robienie formy. Tak bardzo wchodzisz wtedy w swój wewnętrzny pokój. Możesz iść do kina, na imprezę  i robić cokolwiek chcesz. Ale najpiękniejsze jest wykonywanie formy. W skutek tego moje wymagania stały się inne. Nadal oczywiście mam nadzieję, że będę robił postępy i stanę się lepszy. Jednakże już dawno temu trening stał się celem samym w sobie. Trenuję cały dzień i jest wspaniale. Tak bardzo odnajdujesz swoje korzenie i fizycznie, i także duchowo. Nie ma nic lepszego i stąd trenuję już tylko ze względu na sam trening. Nie ze względu na wymaganie stania się lepszym, zaprezentowania czegoś, czy stania się wielkim wojownikiem. Nie. Tak było wcześniej. W międzyczasie stało się inaczej. Trenujesz, bo nie ma nic piękniejszego. To powoduje, że stajesz się od tego niezależny i wolny. Płyniesz przez czas i przestrzeń i jednocześnie wyraźnie czujesz w sobie wieczność… Trenuję codziennie wiele godzin, a jednak nigdy nie jestem zmęczony, czy niecierpliwy w tym treningu.


Twoje cele ?


Móc przybliżyć to innym. To jest ogromny skarb.


Kiedy patrzysz wstecz na te 25 lat- osiągnąłeś więcej niż sobie wyobrażałeś na początku, czy jesteś rozczarowany i oczekiwałbyś więcej?


Obie rzeczy. Czysto technicznie, na początku miałem nadzieję, że zostanę wielkim wojownikiem. Dzisiaj jednak w najmniejszym stopniu nie czuję się wielkim wojownikiem, a jednak osiągnąłem więcej, niż mogłem sobie wtedy wyobrazić. Jestem zadowolony ze swoich umiejętności. Jak już powiedziałem, to więcej niż chciałem wtedy osiągnąć. Stało się jednak dla mnie jasne: tak dobry jak Wielki Mistrz (Chen Xiaowang- przyp. tłum)- nigdy nie będziesz!!! I w powietrzu też nie potrafię latać … a jednak mogę zatroszczyć się o to, żeby Taijiquan jako sztuka walki, było poważnie traktowane w Niemczech.

Do tego dochodzi strona duchowa. Pomału uczysz się przezwyciężać techniki i zanurzać się w to, co jest określane jako „dao”. W ten sposób wchodzisz na swoją drogę: drogę Dao. To wspaniałe.


Rozwinąłeś największą organizację Taiji na świecie. Jak się z tym czujesz i czy to planowałeś?


Jeśli mam być szczery, już bardzo wcześnie zauważyłem, że chciałbym, żeby Taiji stało się także moim zawodem. Było to mniej więcej w mojej drugiej godzinie treningu. Najzwyczajniej w świecie zauważyłem wyraźnie: to jest to. To chcę robić i jeśli chciałbym trenować to profesjonalnie, wtedy muszę zajmować się tym zawodowo, ponieważ w innym przypadku będzie mi na to brakowało czasu. Jak już powiedziałem, marzyłem wtedy o tym, żeby stać się wielkim mistrzem. Zauważyłam natychmiast, że miałem umiejętność nauczania oraz że sprawiało mi to dużą radość. Tym samym, od początku, przebieg pracy zawodowej był właściwie jasny. Nie zastanawiałem się jednak wtedy nad tym, jakim sukcesem miałoby to być uwieńczone. Później także nad tym nie myślałem. Nigdy nie próbowałem sztucznie i komercyjnie rozwijać organizacji. Próbowałem tylko robić dobrą robotę. Wszystko inne przyszło samo. Nie wiem czy stała się duża, czy mała. Jest największa na świecie, to dobrze. Tajijquan zajmuje jednak nadal tylko małą scenę. Dzisiaj zastanawiam się nad tym, że Taiji należałoby z niej przenieść i ustanowić dobrem ogólnym, tak jak w Chinach, gdzie Taijiquan naucza się także w państwowych szkołach.


Jak oceniasz swoje własne umiejętności ?


No tak, powinienem teraz wykazać klasyczną skromność i popaść w grzecznościowe frazesy. Dla dobrego wywiadu nie będzie to jednak wystarczające.  Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie w pełni  rzeczowo. Czuję się być w stanie dotrzymywać kroku dzisiejszej 20-tej generacji z Chenjiagou, chociaż nie jestem Chińczykiem. Ale my wszyscy, nawet jeśli nie jesteśmy zbyt znani, mamy coś wspólnego z zachodnią, 20-tą generacją: bardzo daleką drogę przed nami, którą osiągnęli trzej wiodący Mistrzowie 19-tej generacji, szczególnie męski potomek roku, nasz Mistrz, Chen Xiaowang. Taki poziom osiągnie niewielu z nas, przypuszczalnie nikt z nas, ale musimy przynajmniej spróbować! Zawsze jest tak samo: u siebie samego ma się odczucie bycia niewystarczająco dobrym i samo to już wymaga dobrego środka, żeby nie popadać ciągle w depresje. Kiedy jednak przyjrzymy się całości i odpowiednio uporządkujemy, to wtedy jesteśmy zadowoleni. W pierwszej kolejności ważne jest jednak rozpoznanie tego, co jeszcze brakuje. Tylko w ten sposób można pójść dalej i w taki sposób można pozostać skromnym w sercu.


W międzyczasie utworzyłeś także organizację w Brazylii i w Chile. Nadal nauczasz na całym świecie. Gdzie sprawia Ci to największą radość?


Najlepiej jest zawsze tam, gdzie właśnie jestem.


Jak doszło do utworzenia WCTAG w Niemczech?


Wszystko zaczęło się, kiedy w 1993 roku, jako pierwszy obcokrajowiec, zdobyłem medal na oficjalnym turnieju rodu Chen w Chenjiagou. Uplasowałem się na trzecim miejscu za Chen Bingiem i synem Mistrza Zhu Tiancai. Było to wtedy dla mnie sensacją. Być może dla Chińczyków –też. Było całe mnóstwo wywiadów telewizyjnych i artykułów w prasie. Miałem za sobą już wiele wygranych turniejów w Europie, ale jednak miałem odczucie, że lepszego miejsca już nie zdobędę. Pomyślałem, że to właściwy moment, żeby poważnie zająć się nauczaniem. Wraz z kilkoma uczniami utworzyłem wtedy German Wushu Research Association –GWRA. Nie uczyłem się wtedy jeszcze u Mistrza (Chen Xiaowanga-przyp.tłum.) i chcieliśmy pozostawić nasze cele otwartymi, dlatego wybraliśmy nazwę o tak  szerokim znaczeniu. Kiedy rok później, byłem już uczniem Mistrza Chen Xiaowanga i mieszkałem u niego w jego domu w Australii, doszliśmy do wniosku, że utworzymy światową organizację tylko dla stylu Chen. Brakowało nam jednak odpowiedniej nazwy. Któregoś ranka, moja ówczesna przyjaciółka, napisała na piasku : „Word Chen Xiaowang Taijiquan Association”. Uznaliśmy, że to świetna nazwa i organizacja zaczęła funkcjonować, także i w Niemczech.


I to całkiem nieźle, licząc ponad 35 państw, które do niej należą.


Tak, zgadza się, zawdzięczamy to w większości niesamowitemu zaangażowaniu naszego Mistrza w nauczanie na świecie.


Jan, 25 lat Taijiquan, w tym 17 lat przy Mistrzu Chen Xiaowang. Co możesz powiedzieć w tym temacie?


On jest najlepszym z najlepszych. Zawsze był i już zawsze będzie. Zawsze będziemy mieć nauczyciela, jednak nigdy go nie osiągniemy i to jest wspaniałe !!


A co powiesz jeśli chodzi o jego 65-te urodziny?


Fascynujące jest obserwować, że dalej staje się coraz lepszy. Z roku na rok. Musimy bardzo uważać na nasze zdrowie, żebyśmy także i my, wraz z postępującym wiekiem, mogli dalej budować, zamiast przedwcześnie rozbierać budowlę.


Jako zachodni mistrzowski uczeń Mistrza miałeś ten przywilej, mieszkać prywatnie w jego domu i być nauczanym wraz z jego synami. Jak to było?


To szczególne przeżycie. To był czas, o którym chętnie kiedyś napisałbym książkę. To był sen, który śni każdy młody człowiek, który chce poważnie trenować chińskie sztuki walki. Jestem wdzięczny Mistrzowi za tę pełnię prywatnej nauki, którą otrzymałem. Nie chodzi tylko o trening, który wtedy był bardzo wymagający i wyczerpujący, ale i odczucie wspólnoty, spędzanie razem całych dni, co było szczególne i bardzo wiele mi dało. Samo ćwiczenie Stojącej Kolumny: jak często Mistrz stał przede mną 1-2 godziny i korygował mnie co 2 minuty. Moja wdzięczność dla niego, niezależnie jak duża, nigdy nie będzie wystarczająca. To jednak nie tylko przeszłość. Właśnie teraz, kiedy ten wywiad prawdopodobnie jest czytany, jestem znowu u Mistrza, w jego domu, i trenuję. Teraz jednak jest to w Grecji.


Po utworzeniu organizacji w kraju i za granicą, Twoim nauczaniu w Niemczech i na całym świecie, Twoich książkach i płytach DVD, wszystkich pokazach i obozach, obecnie także gazecie dostępnej w kioskach na świecie, informującej wyłącznie o stylu Chen- teraz także jeszcze utworzenie własnej organizacji charytatywnej (WCTAG-Pomaga). Dlaczego?


Nasza pracą, chcemy przyczynić się do tego, żeby ciało i dusza człowieka były zdrowe. Wtedy wzrasta jakość życia i na świecie pojawia się pokój. W ten sposób chcemy także dotrzeć do serc ludzi. Jeśli nam samym dobrze się powodzi, wtedy mamy lepszą możliwość, zatroszczyć się o innych. Moim zdaniem, jest to nawet naszym obowiązkiem. Kiedy zaczyna się proces „dawania”, wtedy chcemy tam być i także tutaj wykonać dobrą pracę. W ten sposób z jednej strony docieramy do tych, którzy mają dobry standard życia, a drugiej do tych, którzy go nie mają, czyli tych, którzy ze względu na swoje troski o przeżycie nie mają możliwości trenowania Taijiquan. Moja wizja będzie perfekcyjna dopiero wtedy, kiedy będziemy mogli przemówić do wszystkich ludzi na tym świecie i przekazywać Taijiquan wszystkim tym, którzy znajdują się już w dobrej sytuacji, a innym pomóc w stworzeniu takich warunków życia, żeby jeśli tylko chcą, także mogli trenować Taijiquan. W ten sposób dotrzemy do wszystkich i nikogo nie musimy wyłączać. Jakże mógłbym być zadowolony, jeśli pracowałabym tylko z tą częścią świata, której się dobrze powodzi?


Jakieś życzenia na przyszłość?


Żeby wszystko biegło tak, jak sobie życzy Bóg. Wszystko inne nie jest ważne.


Dziękuję bardzo za rozmowę !


- Tłumaczenie za zgodą Jana: Iwona Grześkowiak, grudzień 2010

 

 

iwonagrzeskowiak@onet.pl

Zdjęcia Mistrzów: M. Vorwerk, Projekt i wykonanie: Pracownia Athanor