Główna Chen Taiji Chuan
Jakość treningu i znaczenie świadomości w Taijiquan

Dlaczego trening Taijiquan ma tak duże znaczenie dla zdrowia, pokonywania stresu i do tego jest skuteczną sztuką walki? Co takiego jest w nim co odróżnia je od innych zajęć ruchowych? Bo przecież jest to sposób rozwoju przez ruch.

U podstaw Taijiquan leży taoistyczna koncepcja dwóch pierwiastków: Yin i Yang, którą dla tych, którzy jej nie znają bardzo krótko tutaj przedstawię.

Yin- żeńskie, ciemne, chłodne, wilgotne, noc, księżyc, bierne. Yang- męskie, jasne, ciepłe, suche, dzień, słońce, czynne. Wszystko na świecie dzieje się przez wzajemne oddziaływanie tych dwóch pierwiastków, które z jednej strony walczą ze sobą, a drugiej dążą do równowagi. Wszystko ma swoją stronę Yin i Yang. Wszystko ma swoje przeciwieństwo. Jasną i ciemną stronę. Nie ma radości bez smutku, śmierci bez narodzin, wydechu bez wdechu, nocy bez dnia. Wszystko jest w nieustannym ruchu i podlega ciągłym zmianom.

Symbol Taiji pokazuje dwie przystające do siebie części: Yin- ciemną i dopełniającą ją Yang- jasną. Jednocześnie można powiedzieć: Yang - jasną i dopełniającą ją Yin - ciemną. Żadna z nich nie jest ważniejsza i jedna nie może istnieć bez drugiej. W każdym Yang jest zalążek (potencjalna możliwość) Yin i odwrotnie. Całość wpisana jest w koło i tworzy koło: pełnię i doskonałość. Nieskończenie wiele linii łączących ze sobą nieskończenie wiele punktów na obwodzie koła (średnice koła) przecinają się jednym punkcie w środku koła. W punkcie jego równowagi, z którego jest identyczna odległość do każdego punktu na obwodzie.

Oczywiście podlegamy takim samym prawom jak cały wszechświat i nas także określają te dwa pierwiastki Yin i Yang oraz fazy ich przemian przez ogień, ziemię, metal, wodę i drzewo. Wiele osób zna choćby ze słyszenia pojęcie: „gotowanie według pięciu przemian” z chińskiej dietetyki (przyrządzanie posiłków według zasady przechodzenia przez poszczególne fazy energetyczne). Przemiany energii mogą mieć charakter rozwijający, kiedy jeden element wspiera drugi, ale także i destrukcyjny, kiedy jeden niszczy drugi, czy kontrolny, kiedy jeden nad drugim panuje. Zależności między elementami nie ograniczają się tylko do  przygotowywania potraw, ale w każdej chwili dzieją się w nas i wokół nas. Praca w treningu Taijiquan jest właśnie pracą z energią przejawiającą się jako Yin i Yang we wszystkich fazach jej przemiany. Pracujemy z pięcioma kierunkami świata (północ, południe, wschód, zachód i środek), pięcioma kierunkami naszego ciała (przód, tył, lewa strona, prawa strona i centrum) i pięcioma organami naszego ciała (płuca, serce, żołądek/śledziona, wątroba i nerki). W jakim celu nad tym pracujemy? Żeby je zrównoważyć i wypracować środek- nasze silne centrum. Po co? Żeby znaleźć się w takim punkcie koła, z którego będzie tak samo daleko/blisko do każdego punktu na obwodzie koła, czyli żeby stworzyć punkt oparcia dla siebie w sobie oraz określić swoją pozycję w stosunku do całego świata.

Zgodnie z powyższym Taijiquan działa na nas dokładnie tak samo niezależnie od tego, czy ćwiczy się go jako sztukę walki, dla zdrowia czy dla pokonania stresu. Różnica jest tylko jedna: ilość treningu. Osoba, która trenuje Taijiquan jako sztukę walki i chce osiągnąć wysoki poziom musi trenować dużo, ktoś kto ćwiczy dla zdrowia może ćwiczyć mniej (choć oczywiście to „dużo” mu nie zaszkodzi). Wypracowywana baza jest dokładnie taka sama- tworzymy nową jakość w nas samych. Wynika z tego, że także osoba, która trenuje tylko dla zdrowia, niezależnie od swojej woli tworzy jakość pod sztukę walki i odwrotnie.

Co jest jeszcze istotne oprócz odpowiedniej ilości treningu? Oczywiście jego odpowiednia jakość gdyż w przeciwnym wypadku wiele lat możemy „machać rękami”, a z prawdziwym Taijiquan będzie to miało niewiele wspólnego. Jeśli będziemy mieli trochę szczęścia co najwyżej opanujemy mechanicznie pewne techniki przez wielokrotne ich powtarzanie.

Niestety często zdarza się, że osoby ćwiczące Taijiquan po wielu latach treningu mówią: „Ja się właściwie nie rozwijam. Nie robię postępu”.  Często kończy się to poszukiwaniem nowego stylu z nadzieją, że tam znajdzie się jakiś cudowny środek na postęp w Taijiquan.

A tym cudownym, tajemniczym środkiem prowadzącym do postępu jest trening, jego właściwa jakość oraz dobry nauczyciel, który potrafi wprowadzić nas w arkana tej trudnej i jakże wspaniałej sztuki. Tym samym brak postępu może być spowodowany tylko dwoma czynnikami: albo nie ćwiczysz , albo ćwiczysz nieprawidłowo.

 

Przyjrzyjmy się treningowi Taijiquan. Na początku nauki formy Taijiquan najczęściej rozpoczynamy ją stojąc w tym samym kierunku geograficznym. I słusznie. Gdybyśmy zrobili inaczej od razu byśmy się pogubili, bo przecież dopiero uczymy się poszczególnych ruchów. Ale sensowny instruktor z czasem zacznie zmieniać ten początkowy kierunek. Co to ma za znaczenie? Otóż ma. Wszystko ma znaczenie. Kierunek jest określany geograficznie, a my nie jesteśmy energetycznie wyizolowaną wyspą. Nasza energia pracuje z całym otaczającym nas światem oraz cały świat z nią. Jeśli byliście kiedyś na seminarium Mistrza Chen Xiaowanga czy Jana Silberstorffa pewnie mieliście okazję słyszeć jak mówią o jednoczeniu się nieba, ziemi i naszej energii podczas ćwiczenia Stania. Nie jest takie sobie gadanie dla zajęcia czasu ucznia, ale konkretna wiedza. Nie jest to ezoteryka, ale wskazówka. Korzystajmy z niej.

Kierując się na północ zaczynamy formę  od elementu wody, rozpoczynając na południe – od elementu ognia, na wschód - od elementu drzewa, a na zachód -od metalu. Zaczynając ją od elementu wody kończymy na elemencie ognia lub odwrotnie.

Wszystko podlega przemianom – trenując zmiennie w różne strony świata trenujemy bardziej kompleksowo wypracowując nasze centrum i zjednoczenie z otaczającym światem. Oczywiście jest to jeden mały element naszego treningu, ale zbierajmy cegiełkę do cegiełki, żeby z nich móc budować. Ćwiczmy w różnych kierunkach, w rożnych warunkach, wymagających różnej koncentracji, na różnym podłożu itp. Nasze kroki w formie też, jak się zapewne domyślacie, nie są przypadkowe. Pozycja przygotowawcza jest równie istotna jak każda inna pozycja formy. Nie jest to takie nic nie robienie przed właściwą formą. Ta pozycja jak sama nazwa świadczy „przygotowuje” ruch: zbieramy/jednoczymy energię oraz pozostajemy w ciszy/pustce. Nazwa „cisza” wydaje mi się lepsza dla określenia tego stanu. „Pustka” może się kojarzyć z bezmyślnym i niestety mniej lub bardziej tępym oczekiwaniem na coś co nastąpi. Lepszym słowem  jest cisza. Wypełniona zjednoczeniem fizyczności i ducha w nas i wpisująca nas w otaczający świat.

Pierwszy ruch formy nosi nazwę: „Strażnik Buddy opuszcza świątynię”. Obracamy się o 45 stopni w lewo: nasza energia zjednoczona w Dantien z energią ziemi i nieba opuszcza świątynią (Dantien) i płynie kręgosłupem w górę, dalej lewym barkiem do lewej dłoni i palców. Obracamy się w prawo przepływ zmienia się: przez Dantien dalej jak poprzednio kręgosłupem tym razem przez prawy bark do palców prawej dłoni. I tak przez całą formę następują przepływy energii Yin:  z zewnątrz przez nasze palce/stopy do środka ciała i Yang: od środka ciała na zewnątrz, najczęściej do dłoni/stopy, barku, łokcia czy kolana. Całe ciało wypełnia się energią, która płynie w nas (oczywiście też przez nasze organy) i przez nas. Energetycznie „stapiamy” się z całym światem. W każdym ruchu formy pozostajemy w ciszy (zjednoczeniu). Podobnie w każdym innym ćwiczeniu, także w Pchających Dłoniach. Z czasem przy odpowiednim treningu uda nam się przenieść tę ciszę na codzienność. Jak już wcześniej mówiliśmy cisza nie jest bezmyślnością, brakiem myśli, ale jest świadoma. Można ją wypracować w treningu i właściwie bardzo trudno opisać to odczucie. Myślę, że w miarę postępu może to być coraz trudniejsze, bo coraz bardziej różni się od tego co znamy. To coś czym jesteśmy i jednocześnie w czym się znajdujemy. Jedność, połączenie, spokój i świadomość.

Nie jest naszym zadaniem zajmowanie się w tym artykule poszczególnymi ruchami formy i „energetyczne” przepracowywanie w nich przepływów energii. Wystarczy, że zauważymy różne kierunki w których się poruszamy oraz przechodzenie energii każdorazowo przez nasze centrum.

Wspomniałam tylko o tym, żeby podkreślić  jak głębokie jest (a raczej może być) działanie każdego pojedynczego ruchu i jak silnie na nas oddziaływuje (a raczej może oddziaływać).

Myślę, że teraz trochę lepiej można zrozumieć dlaczego Taijiquan ma pozytywny wpływ na nasze zdrowie i w jaki sposób technicznie następuje usuwanie blokad i usprawnianie przepływu energii, czyli w jaki sposób stopniowo i pomału tworzy się nasza struktura.

Co to właściwie jest ta cała struktura?

To postępujący i rozwijający się w miarę prawidłowego treningu stan równowagi. Nie tylko ciała, bo nie ma równowagi ciała bez równowagi ducha. Coraz lepsze zrównoważenie elementów Yin i Yang na coraz głębszym poziomie.

Przyjrzyjmy się na przykład dłoni. Może mieć charakter Yin (pełny Yin, gdy wewnętrzna powierzchnia dłoni jest skierowana w górę; energia znajduje się w Dantien) lub Yang (wewnętrzna cześć dłoni skierowana od ciała; energia płynie do końca palców dłoni)  oraz ich fazy przemiany, w których z każdym punktem zmiany zmniejsza się udział jednego elementu i zwiększa drugiego, żeby osiągnąć maksimum i znowu się stopniowo zmniejszać.

A teraz sobie wyobraźcie, że powierzchnia dłoni składa się z nieskończenie wielu punktów, z których każdy wyraża się przez Ying i Yang i podlega takim ciągłym zmianom. Stąd nasza praca w Taijiquan zaczyna się od poziomu: dłoń w tą czy inną stronę, ale stopniowo powinna wchodzić coraz głębiej i pracować z coraz mniejszymi i obszarami i potem punktami. Tak tworzy się struktura. Stąd nasza pozycja, której używamy w ćwiczeniach nie wymaga dosłownego przeniesienia na życie. Służy ona do wypracowywania właśnie tej jakości, która nie znika po zakończeniu (prawidłowego) treningu i automatycznie zaczyna funkcjonować w każdej pozycji, którą przyjmiemy w życiu codziennym.

Oczywiście dłoń była tutaj tylko przykładem. Dokładnie tak samo jest z każdą częścią naszego ciała.

Zajmijmy się jeszcze przez chwilę rozluźnianiem stawów i mięśni, ponieważ wielu osobom zrozumienie tego pojęcia sprawia problem.

W miarę naszej praktyki uczymy się działać na nasze ciało od wewnątrz, co znaczy, że rozluźnienie nie jest fizycznym ruchem, ale stanem wewnętrznym i musi wydarzyć się od wewnątrz. Rozluźnienie stawu polega na przekierowaniu do niego myśli i rozszerzeniu go od środka. Tak jakby nasza myśl rozlewała się w nim jak woda, dając efekt rozpuszczenia w nim napięcia. Podobnie jest z rozpuszczaniem napięcia w mięśniach.

Warto tutaj podkreślić, że jest to efekt rzeczywisty i trzeba go odróżnić go od wyobrażania sobie rozluźnienia. Czy się różnią te dwa stany? Prawdziwe „rozpuszczanie” to kierowanie myśli dokładnie w to miejsce co daje najpierw ogólne wyczuwanie obszaru jako całości (z odczuciem błądzenia obok niego) i stopniowo coraz dokładniejsze „trafianie” w obszar aż do rozdzielania go na dowolnie wiele punktów. W zależności od jakości naszej pracy, z czasem możemy dojść do umiejętności takiego rozluźniania dwóch, trzech i kolejnych obszarów ( np. biodro, potem biodra, barku, barków itp.) naraz aż do rozlania myśli w całym ciele we wszystkich możliwych obszarach.

Wyobrażanie sobie zatrzymuje myśl na poziomie głowy  i tam umieszcza nasze biodro, bark itp. jednocześnie odcinając połączenie. Jest to tylko pozór pracy wewnętrznej, niebezpieczny-bo wyprowadzający na manowce. Niebezpieczne są wszelkie wizualizacje, bo wprowadzają grę wyobraźni i uniemożliwiają pracę z rzeczywistymi elementami.

Dobrym ćwiczeniem jest mentalne wykonywanie formy, ale uwaga (!) jak wyżej. Jeśli wykonujemy ją w myślach tworzymy ścianę między tym co robimy, a faktycznym przepływem energii. Jeśli nasza świadomość (Yi) jest w ruchu, energia (Qi) podąża za nią i otrzymujmy takie same przepływy jak przy fizycznym wykonywaniu formy.

Z tego wynika, że ruch fizyczny nie jest przyczyną przepływu naszej energii. Dokładnie taki sam efekt możemy uzyskać nie poruszając żadną częścią ciała. I o to nam chodzi, żeby docelowo uruchamiać energię z zupełnie innego poziomu. Wymaga to dobrego treningu w dużej ilości, przewodnictwa dobrego Nauczyciela i oczywiście także własnej inteligencji.

W kontekście powyższego Taijiquan jest słusznie nazywane „medytacją w ruchu”. Wiele osób trenujących je jako sztukę walki oburza się słysząc takie określenie, nie widząc związku, a nawet przeciwnie- widząc tutaj sprzeczność z tym aspektem Taijiquan. Jednak to właśnie ten aspekt nadaje prawdziwy sens Taijiquan, odróżnia je od innych „sportów ruchowych” i pozwala na wypracowanie jakości, która przekłada się na skuteczność w samoobronie.

U podstaw wypracowywania jakości leży wspomniana już praca z energią (Qi).

Prawidłowy trening może nas doprowadzić do czucia Qi, fizycznego odczuwania rodzajów przepływów (Yin, Yang) i ich nakładania się czy pracy Dantien .

Samo odczuwanie Qi nie jest sensem treningu Taiji, ale może być jednym z punktów sprawdzających efektywność naszego treningu, więc nie starajmy się zbytnio je poczuć, bo nas to zablokuje i usztywni nasz trening. Jeśli będziemy prawidłowo ćwiczyć i wchodzić coraz głębiej w Taijiquan to kiedyś to odczucie przyjdzie. Qi ma oczywiście każdy z nas. Bez niego żaden z naszych mięśni czy organów nie byłby w stanie wykonać najmniejszej pracy, nie moglibyśmy jeść, ani mrugnąć powieką czy zgiąć nogi. Można dalej wymieniać, ale wystarczy powiedzieć, że bez niego nie byłoby życia. Nie jest to więc żadna teoretyczna, ale jakże praktyczna konstrukcja. Natomiast jeśli chodzi o Qi w rozumieniu Taijiquan- to już nie każdy je ma. Oczywiście nie oznacza to, że takie Qi służy nam tylko do celów samoobrony. Nic bardziej mylnego. Samoobrona jest jedną z możliwości wykorzystania tej jakości wypracowywanej przez połączenie Qi  i Yi (świadomość).

„Yi prowadzi Qi”, „Qi podąża za Yi”. Praca nad tym jednoczeniem nie ma końca i prowadzi na coraz głębsze poziomy ćwiczenia i zrozumienia. Bez tego połączenia Qi jest oddzielonym elementem, który utrzymuje nas przy życiu, ale „żyje” własnym życiem. Brak tego połączenia powoduje, że nasza praca ogranicza się do fizycznego aspektu, który będzie wymuszał ruch energii, ale nie uda nam się „dotknąć” tej drugiej strony, która prowadzi do prawdziwej jedności.

Yi, której siedzibą wg medycyny chińskiej jest śledziona ma funkcję porządkującą, transformującą i scalającą. To dzięki Yi, Qi otrzymuje uziemienie, a my mamy coraz większy wpływ na to co się dzieje z Qi.

Świadomość (Yi) stanowi środek  i należy do elementu ziemi. Im lepiej sprawuje ona swoją funkcję tym jesteśmy bardziej zrównoważeni i scentrowani. Ziemia i świadomość to koncentracja. Bez niej nie dojdziemy do jedności i bez niej nie pójdziemy dalej w rozwoju. Będziemy się kręcić w kółko.

Yi stanowi drugi z Trzech Skarbów ( San Bao).

Pierwszym Skarbem jest Zhi – siła wody ( nerki): energia seksualna, siła decyzji, ruch i moc wszystkich pozostałych czterech elementów (ogień, ziemia, metal, drzewo). Energia Zhi porusza się w górę i przez Yi jest transponowana w Trzeci Skarb: Shen (umysł, stan całkowitej jasności, mądrość; siedziba:serce).

San Bao (Trzy Skarby) tworzą pionową (duchową) oś przemiany. Zhi, które jest na dole osi, jest przekształcane za pomocą Yi w Shen (transformacja energii wody zgromadzonej w nerkach przez świadomość w ogień).

Yi porządkuje także świat fizyczny przez równoważenie działania Hun i Po.

Hun i Po to fizyczne aspekty życia (oś pozioma przecinająca się z osią pionową w punkcie ziemi).

Hun to funkcja wątroby (element drzewa), która zbiera wszystkie doświadczenia, emocje bez porządkowania ich, co daje taki śmietnik bez wyznaczania jakichkolwiek priorytetów, w którym wszystko jest tak samo ważne. Hun wiąże się z przeszłością. To podświadomość. Nasz plecak emocjonalnych doświadczeń, który niesiemy przez wszystkie żywoty.

Po jest związane z funkcją płuc oraz z przyszłością.  To instynkt życia, nasza „zwierzęcość”.  W skrajnych przypadkach przejawia się kroczeniem drogą życia „po trupach” (nadmierne Po) lub „poświęcaniem się” aż do granic bezsensu (za niskie Po). Po to coś co mieliśmy zanim się urodziliśmy. W trudnych warunkach mogą przeżyć tylko osoby, które mają silne Po.

Yi porządkuje i utrzymuje równowagę i porządkuje także oś fizyczną.

 

Po tym krótkim nakreśleniu Trzech Skarbow, wracamy do naszego ruchu oraz znaczenia połączenia Yi i Qi.

 

Ruch, w którym Qi nie jest powiązana ze świadomością (Yi) jest w pewien sposób martwy. Można zademonstrować „ruch z Qi” i ruch „bez Qi”, którą skoro się da „włączyć” to da się i „wyłączyć”. Nawet dla osób początkujących jest zauważalna różnica, choć nie potrafią powiedzieć na czym ona polega.

 „Ruch z Qi” jest pełny, elementy są połączone i ciało jednoczy się z duchem. Jesteśmy zarówno w środku jak i na zewnątrz, słyszymy dźwięki, ale nie rozpraszają nas. „Rozpływamy” się w swoim ciele jak woda. Energia płynie prowadzona przez naszą świadomość, powstaje głębokie czucie Dantien, w którym każdy ruch jest inicjowany.Rozwija się wewnętrzna siła przenoszona przez fizyczność

 „Ruch bez Qi” jest toporny, nasza świadomość jest zablokowana w jednym miejscu i nie prowadzi Qi. Nie rozpływa się w ciele. Energia płynie wymuszona ruchem i działaniem grawitacyjnym, ale nie mamy specjalnie wpływu na to co się z nią dzieje. Nie jesteśmy także w stanie odczuć Dantien. Podstawą generowania siły jest fizyczność.

 

W jaki sposób pracować nad rozwojem świadomości?

Nie jest to łatwe i ze względu na choćby trudność w wyjaśnianiu przebiegu ćwiczeń wymaga pracy krok po kroku.

Pracujemy przez koncentrację. Jest to tylko metoda, którą w przyszłości trzeba będzie odrzucić, żeby pójść dalej. Koncentracja jest kontrolą i w pewien sposób usztywnia, ale bez niej nie da się zrobić kolejnego kroku. Na pewnym etapie treningu nie będzie nam już potrzebna.

Każdy ruch musi być zaangażowaną pracą i nie może ograniczać się do fizycznego ruchu. Zawsze uczymy się w nim ciała od wewnątrz.

Nasza praca w Taijiquan i całe nasze życie powinny być świadome. Nauczmy się myśleć, obserwować świat i dostrzegać związki wszystkich jego elementów. Dużo słuchajmy innych i mało mówmy. Pracujmy nad odczuciem wewnętrznej ciszy. W hałasie własnych słów nie usłyszymy jej nigdy. Pracujmy z formami Taijiquan z intencją głębokiego ich zrozumienia. Nie kolekcjonujmy form, bo to nic innego jak zagłuszanie ciszy hałasem i do nikąd nie prowadzi. Szukajmy prawdy i wiedzy i pozwólmy, żeby powstawały w nas pytania. Nikt nam na siłę wiedzy w głowę nie wtłoczy jeśli sami nie będziemy do niej dążyć. To co robimy róbmy z sensem, żeby prowadziło nas w miarę prostą drogą do celu, który też warto byłoby sobie postawić. Korzystajmy z dobrych nauczycieli, bo dzięki ich wiedzy będzie nam łatwiej ominąć mielizny, na których możemy osiąść.

 

Na koniec jeszcze krótka uwaga dla tych, którzy podejmując pracę wewnętrzną zauważą u siebie tendencje do ezoterycznego odpływania od ziemi.

Nasza praca z energią jest pracą z konkretnymi elementami i nie może prowadzić nas w świat wyobraźni.

Bardzo dobrym i skutecznym sposobem „uziemienia” naszej pracy jest trening Pchających Dłoni. Nawet jeśli ktoś ćwiczy tylko i włącznie dla zdrowia wyniesie z takiego treningu wiele korzyści i do tego zyska kotwicę, która zabezpieczy go przed pływaniem w obłokach i szukaniem magii w wewnętrznej pracy Taijiquan. 

 

 Iwona Grześkowiak/ lipiec 2010

iwonagrzeskowiak@onet.pl

Zdjęcia Mistrzów: M. Vorwerk, Projekt i wykonanie: Pracownia Athanor