Główna Chen Taiji Chuan
Seminarium w Lanckoronie z Janem Silberstorffem

Lanckorona, styczeń 2011


Zgodnie z wieloletnią już tradycją, także i w tym roku odbyło się kilkudniowe seminarium z Janem Silberstorffem w Lanckoronie.

Tm razem Jan przyjechał do nas na trzy dni, ale mam nadzieję, że w kolejnych latach będzie przyjeżdżał do Polski na dłużej i być może uda się powrócić do 5-dniowych obozów, tak jak to dawniej bywało.

Początek zajęć został zaplanowany na piątek rano (7.1.11), a koniec na niedzielę (9.1.11), ewentualnie, co ważyło się do ostatniego dnia, na poniedziałek (10.1.11).

Na seminarium wybraliśmy jednym samochodem z Agatką Rojek i Tomkiem Siwkiem. Wyjechaliśmy w czwartek, 6.1. popołudniu.

Z każdym przejechanym kilometrem oddalaliśmy się od problemów codziennych i zatapialiśmy się w atmosferę zbliżającego się seminarium.

Po przybyciu na miejsce, powitała nas serdecznie pani Ala, właścicielka pensjonatu Tadeusz, który od lat jest naszym miejscem zamieszkania podczas pobytu w Lanckoronie.

Pensjonat nie dysponuje pokojami z łazienkami i trudno byłoby przyznać mu wiele gwiazdek, jednak ma w sobie coś takiego, co powoduje, że przynajmniej ja czuję się tam doskonale. Myślę, że wielu innych uczestników także podziela moje odczucia. Jan również chętnie przyjeżdża właśnie w to miejsce.

Wielki pokój na dole, z ogromnym stołem, przy którym prawie wszyscy możemy usiąść do posiłku, meble i wystrój z 20-lecia międzywojennego, obok kuchnia z wielkim, kaflowym piecem, na którym zawsze przygotowana jest dla nas gorąca woda na napoje, niezbędne przy naszych długich, wieczornych/nocnych dyskusjach w pokoju jadalnym, dobudowana do starej willi koedukacyjna łazienka zapewniają stały kontakt między uczestnikami i życie towarzyskie kwitnie cały czas. Na atmosferę w „Tadeuszu” wpływają też niewątpliwie domowe,  smaczne posiłki.

Oczywiście większość naszych dyskusji dotyczy tego, co jest naszą wspólną pasją, czyli Taijiquan. Większość z nas mieszka w willi Tadeusz, a mała mieścina nie oferuje wieczorem innych atrakcji, co sprzyja wspólnie spędzanym chwilom.

Jan zazwyczaj spędza z nami dużo czasu i każdy z uczestników seminarium ma możliwość włączyć się w dyskusje prowadzone przy i po posiłkach. Często wieczorne czy nocne rozmowy  toczą się także z udziałem Jana, czy nawet są przez niego inicjowane.


W czwartek 6.1. przyjechaliśmy do pensjonatu niedługo przed kolacją. Trochę później dojechały kolejne osoby, a większość następnego dnia rano.

Wieczorem dotarł również Jan Silberstorff, na którego w kuchni oczywiście czekała ciepła kolacja.

Dla niektórych uczestników wieczornej dyskusji było to pierwsze spotkanie z Mistrzem. Po kilku pierwszych chwilach niepewności, po których okazało się, że Jan jest bardzo sympatycznym, otwartych człowiekiem, wartko potoczyły się rozmowy na bardzo różne tematy równolegle w języku angielskim i niemieckim/ Przedyskutowany został nawet problem chińskich toalet J.


Program seminarium został określony następująco: jeden dzień korekta podstawowej formy stylu, Laojia Yilu, dwa kolejne: formalne Pchające Dłonie oraz zastosowania.


Wiedząc, że kilka osób jest po raz pierwszy na seminarium Jana, wieczorem poprzedniego dnia poprosiłam Jana o korektę stania dla wszystkich uczestników, o ile będzie taka możliwość.  Jan jest zawsze bardzo otwarty na propozycje co do zajęć i zawsze chętnie wspiera swoimi umiejętnościami i wiedzą, każde działanie, które wspomaga motywację do treningu oraz jego właściwą jakość. Korekta stania, która faktycznie miała miejsce następnego dnia, dla niektórych osób była pierwszą korektą, którą otrzymali od osoby o tak dużych umiejętnościach w Taijiquan, czyli korygującą nie tylko zewnętrzne, ale i wewnętrzne elementy.

Regularna korekta na tak wysokim poziomie, nawet jeśli następuje on niezbyt często (np. 1-2 razy w roku),  jest niezastąpionym wspomaganiem pracy adepta Taijiquan w jego codziennym treningu, ponieważ definiuje ona punkty, nad którymi należy pracować i na których należy się skupić. Bez takich korekt na pewno będziemy się rozwijać wolniej. Oczywiście warto także pamiętać, ze same korekty nie poprowadzą nas w głębię Taijiquan, gdyż jest do tego niezbędna własna praca.

Przy pierwszej korekcie zapamiętanie i powtórzenie tego co było korygowane jest nie tylko trudne, ale uważam, że wręcz niemożliwe.  Jest jednak ważna, ponieważ określa ogólny kierunek i często może być pierwszym krokiem do przenoszenia uwagi z zewnątrz do wewnątrz.  A jak wiemy i wielokrotnie słyszeliśmy: „Każda droga zaczyna się od zrobienia pierwszego kroku”.

Cały pierwszy dzień seminarium upłynął na treningu i korekcie Laojia.

Jan ćwiczył z nami, potem obserwował trenujących i wychwytywał pojawiające się błędy, następnie demonstrował prawidłowe wykonanie, często dodając dokładne wytłumaczenia, dlaczego ma być właśnie tak, a nie inaczej. Dla zainteresowanych podawał także przebieg energii przy poszczególnych ruchach.  W trakcie treningu formy, cały czas chodził po sali i korygował wszystko co można było poprawić u poszczególnych osób, na poszczególnych poziomach.

Dla osób, które nie są zorientowane w temacie, wyjaśnię krótko, dlaczego te korekty wykonania formy są tak istotne.

Na początku kiedy uczymy się formy, zwracamy uwagę głównie na kolejność, potem na ogólny przebieg ruchu. Z czasem, kiedy nasz trening przynosi coraz większe zmiany wewnątrz nas, efekty, które przynosi nasz ruch, stają się coraz bardziej subtelne. Poprzez prawidłowy ruch (który jest naszą metodą pracy) pracujemy z coraz mniejszymi elementami, na coraz głębszym poziomie.

Do tego, żeby nie kręcić się ciągle na tym samym poziomie, ale wykazywać postęp, potrzebujemy Nauczyciela, który sięga w głębię, w którą my nie sięgamy i który ze względu na swoje umiejętności, potrafi uchwycić lepiej niż my sami, to co się w nas dzieje i co wymaga poprawy. Robi to po to, żebyśmy mogli się dalej rozwijać, a nie tylko w kółko deptać w miejscu.


Dwa kolejne dni seminarium to nauka i korekta formalnych Pchających Dłoni raz zastosowania.

Korekta formalnych Pchających Dłoni (dalej określane skrótem PD), jest również bardzo ważna. Popełniamy tutaj szereg błędów powodujących to, że nie wtrenowujemy sobie właściwych nawyków, które w razie potrzeby powinny zadziałać z poziomu podświadomości. Często, może ze względu na to, że mamy bezpośredni kontakt z partnerem oraz  na to, że ruch jest dość powtarzalny, trening formalnych PD zamienia się w towarzyską pogawędkę. Jan zwraca dużą uwagę na to, żeby nie rozmawiać podczas tego treningu. Po pierwsze gadanie wyklucza naszą koncentrację i nasza uwaga jest skierowana akurat nie tam gdzie akurat powinna być. Po drugie gadając mamy otwarte połączenie dwóch największych meridianów naszego ciała. Jeśli więc chcemy, żeby każda minuta naszych PD przekładała się na konkretny efekt, skoncentrujmy się na tym co robimy i co robi na partner oraz słuchajmy tego co dzieje się w naszym wnętrzu i jeśli nasz poziom na to pozwala, tego co dzieje się w naszym partnerze.


Na seminarium przeszliśmy przez wszystkie pięć formalnych PD. Była także możliwość przećwiczenia niektórych zastosowań oraz zadawania, związanych z nimi pytań.

Znowu warto pamiętać, że nie zamyka to tematu, ale podaje konkretne kolejne punkty do przerobienia podczas własnego treningu.

Na pytania było wystarczająco dużo czasu, ale trzeba przyznać, że pytań nie było zbyt dużo. Nie było też próśb o indywidualne korekty pozycji, na co najczęściej wręcz brakuje czasu.


Decyzja o poniedziałkowym treningu ostatecznie zapadła w niedzielę. Miał to być dwugodzinny trening w małej grupie (10 osób).

Trening stał się mocno intensywny przez ponad godzinną korektę Chan Si Gong, na jedną i na dwie ręce. Myślę, że nikt nie może narzekać, że nie został wystarczająco dokładnie skorygowany J. Druga część zajęć to trening wybranych elementów pod zawody oraz korekta pozycji w pchaniu.

Nawet jeśli ktoś nie przygotowuje się sparingu, mógł poćwiczyć sobie elementy w ruchu, których zazwyczaj nie ćwiczy się bieżąco na treningu. Dla nas kobiet, była też okazja poprzepychać w ruchu naszych kolegów, znacząco silniejszych fizycznie od nas.

Zawsze podczas trwających zajęć, niezależnie, czy dotyczyły formy, PD, zastosowań czy treningu w małej grupie, można było zadać pytanie i poprosić Jana o wyjaśnienie czy pomoc w ustawieniu właściwej pozycji.


Oprócz, przynajmniej dla mnie, wymiernych korzyści z treningu formy i PG pod wprawnym i czujnym okiem Jana niezastąpione są wszystkie rozmowy przeprowadzone z nim podczas tego seminarium. Przynoszą one wiedzę i dają spojrzenie, które daje nam dużo większe możliwości logicznej i celowej pracy.

Każde spotkanie z Janem jest dla mnie bardzo motywujące i rozwijające, czego życzę także wszystkim innym, obecnym i przyszłym uczestnikom.

Ponieważ od lat regularnie uczę się u Jana, seminarium nie było dla mnie zaskoczeniem i uważam, że wyciągnęłam z niego tyle wiedzy ile tylko było na dzisiaj dla mnie możliwe. Kolejna okazja pojawi się dla mnie za kilka miesięcy, podczas wrześniowego obozu w klasztorze  franciszkańskim St. Honorat na Majorce.


Mam nadzieję, że moi przyjaciele, którzy na minionym seminarium w Lanckoronie, mieli okazję doświadczyć nocnych rozmów z Janem na głębokie filozoficzne tematy, zostali zainspirowani w swojej pracy i uzyskali dużo większy wgląd w Taijiquan, co zaowocuje konkretnymi dla nich efektami w ich treningu, czego im serdecznie życzę.


Życzę Wszystkim wytrwałości, dobrej motywacji i zrozumienia sensu własnej pracy

Iwona Grześkowiak/styczeń 2011

iwonagrzeskowiak@onet.pl

Zdjęcia Mistrzów: M. Vorwerk, Projekt i wykonanie: Pracownia Athanor