Główna Chen Taiji Chuan
CHINY - Marzec 2010
Część 2: Wioska Chenjiagou
src=  

W pierwszej części mojej relacji z Chin dzieliłam się swoimi wrażeniami związanymi z krajem i ludźmi.

Ta część to relacja z celu naszej podróży, wioski Chenjiagou i naszego pobytu w tym wręcz kultowym miejscu. W tej wiosce od stuleci pielęgnuje się Taiji i trenuje się je zgodnie z przekazem kolejnych Mistrzów. Tutaj też urodził się Grandmaster Chen Xiaowang.

Na miejsce dotarliśmy wieczorem ku naszemu dużemu zadowoleniu i widocznemu szczęściu kierowcy naszej taksówki, któremu mimo kiepskiego oznaczenia udało się znaleźć drogę.

Stanęliśmy przed wielką bramą- wejściem na teren szkoły. Po jej przekroczeniu natychmiast zajęli się nam dwaj oczekujący nas młodzi ludzie i wyraźnie przejęci swoją rolą od razu poprowadzili nas do przeznaczonych dla nas pokoi. Przez kolejne kilka dni zamieszkałam z Bettie i Christine w trzyosobowym pokoju w internacie dla obcokrajowców na terenie szkoły Taiji w Chenjiagou.

Teren szkoły ma kształt prostokąta. Po przekroczeniu bramy, po prawej stronie znajduje się stołówka i dalej sanitariaty. Na wprost- internat dla uczniów szkoły, po lewej internat dla obcokrajowców, na środku placu bliżej bramy – sala treningowa. Cały teren jest otoczony murem. Jest tutaj pełno placyków, wybrukowanych lub ziemnych na których ciągle ktoś ćwiczy (cała trawa już dawno zniknęła pod stopami trenujących), a przekrój wiekowy trenujących to od ok. 5 lat do późnej starości. Sala treningowa jest dostępna całą dobę.  

Przez kolejne sześć dni uczestniczyliśmy w codzienności Chenjiagou, choć było widać na pierwszy rzut oka, że nasze seminarium z Mistrzem Chen Xiaowangiem było niewątpliwie priorytetowe w życiu szkoły. Wszyscy, z którym miałam kontakt przez ten czas byli niesamowicie mili, życzliwi i chętni do pomocy. Z taką życzliwością spotykaliśmy się zresztą w czasie całej naszej podroży.  

Od rana na wybetonowanych chodnikach i placykach spotykałam małe dzieci, które rozpoczęły swój trening przed zajęciami w szkole. Na pierwszy rzut oka trudno było znaleźć wśród nich nauczyciela. Okazało się, że rozwijają swoją sprawność fizyczną w ćwiczeniach w formie zabawy i uczą się współzawodnictwa pod kierunkiem uczniów z wyższych klas kilka lat starszych od nich samych. Pod ich kierunkiem uczą się także swoich pierwszych kroków w formach Laoija Yi Lu oraz Laoija Er Lu. Niskie pozycje w formach nie są niczym szczególnym, ani dla tych dzieci, ani dla uczniów znacznie starszych. Ich ciała są do nich przyzwyczajone od najmłodszych lat, więc traktują je jako coś zupełnie naturalnego. Starsi uczniowie trenują zazwyczaj w znacznie wyższych pozycjach, ale na pokazach widać, że i dziewczynki i chłopcy, bez jakichkolwiek problemów natychmiast przechodzą do wykonania form lub treningu pchających dłoni w pozycjach bardzo niskich, niedostępnych dla żadnego z nas.

Oczywiście jakość treningu Taiji nie wiąże się z niskimi pozycjami i nie jest nimi warunkowana. Taiji Chuan jest sztuką wewnętrzną i trening powinien rozwijać jakość naszego wnętrza, która następnie przekłada się na głęboko rozumianą równowagę i w efekcie także siłę stosowaną między innymi w jej aspekcie bojowym. Jednak ta obserwacja treningu dzieci nasuwa refleksję, że jeśli taki trening- to tak naprawdę właśnie od takiego młodego wieku, bo tylko wtedy staje się pewną naturalnością ciała i nie powoduje w nim napięcia oraz pozwala przyjąć ten aspekt fizyczny automatycznie, bez przywiązywania do niego zbytniej i wagi i uwagi. Ale o tym może napiszę przy innej okazji.

Większość dnia w Chenjiagou poświęcaliśmy na treningi. W dopołudniowych i wczesno popołudniowych godzinach braliśmy udział w seminarium prowadzonym przez Grandmastera Chen Xiaowanga (dalej w tekście nazywany CXW), w który uczestniczyło na moje oko około 60-70 osób. Na seminarium każdy zostaje ustawiony przez Mistrza tak, żeby nie utrudniał śledzenia seminarium osobom o niższym wzroście. Osoby o najwyższym wzroście ustawiane są więc w ostatnich rzędach. Mnie Mistrz ustawił w środku pierwszego rzędu po lewej stronie sali, a przed nami ustawiły się dwa rzędy rodziny Mistrza, między innymi także jego najstarszy syn Chen Yun.

Z uwagą i ciekawością przyglądałam się ich rozgrzewce, sposobowi treningu, a także korekcie jaką  otrzymywali od CXW-a. Obserwując ich skupienie i niesamowicie poważne podejście do rozgrzewki prowadzonej przez CXW-a, pomyślałam o tym, że na seminariach np. w Polsce ta rozgrzewka, która jest w rzeczywistości Qi Kungiem rozluźniającym mięśnie i stawy oraz pobudzającym przepływ Qi, budzi delikatne uśmiechy. Wynika to niestety z niezrozumienia jej sensu. Jest to w sumie dość ciekawe, że wraz z uznawaniem wielkości, umiejętności i wiedzy Mistrza CXW w dziedzinie Taiji, brak jest jednocześnie zaufania, że wie co robi wprowadzając właśnie taką, a nie inną rozgrzewkę.

Przy okazji tej refleksji na temat rozgrzewki przed właściwym treningiem Taiji pozwolę sobie też przytoczyć opinię mojego Nauczyciela, Jana Silberstroffa w tej sprawie, który zapytany przez ucznia jaka powinna ona być odpowiedział, że dojście do tramwaju przejazd nim oraz dojście na miejsce treningu jest wystarczającą rozgrzewką fizyczną. Do tego trzeba dołączyć lekkie rozciąganie przed samym treningiem i ewentualnie kilka ćwiczeń rozluźniających mięśnie i otwierających stawy. Nigdy nie powinno się stosować ćwiczeń napinających mięśnie i zamykających stawy jako ćwiczeń wprowadzających w trening Taiji Chuan.

Na seminarium przerobiliśmy całą formę Laoija Yi Lu oraz w kolejnych dniach formę Laoija Er Lu. Jeśli ktoś chciał jej się uczyć od zera to miał problem, ponieważ była to głębsza praca nad formą  już znaną niż uczenie się jej od początku.

Podczas seminarium mieliśmy także okazję przyjrzeć się tym formom w wykonaniu syna Mistrza- Chen Yuna, który z dużą uwagą, a chyba także z wdzięcznością, przyjmował wszelkie korekty od swojego ojca i wprowadzał  je do swojego treningu.

Każdy z uczestników seminarium został także skorygowany przez Mistrza podczas medytacji w pozycji stojącej.

Większość naszego seminarium odbywała się w sali treningowej, natomiast pod koniec ćwiczyliśmy także na placu przed salą, gdzie przyglądali nam się mali uczniowie szkoły. Muszę przyznać, że to ciekawy widok, jak taka duża grupa maluchów w skupieniu, z pełną powagą i  bez jednego słowa wpatruje się w swojego Mistrza podczas jego treningu. Starsi uczniowie ćwiczyli na obrzeżach naszej grupy seminaryjnej z uwagą obserwując Mistrza i próbując zauważyć jakiś szczegół,  który mogliby poprawić w swoim wykonaniu formy. Mistrz CXW cieszy się ogromnym uznaniem i wielkim szacunkiem i małych i dużych uczniów, ale i wszystkich urzędników oraz przedstawicieli władz, którzy odwiedzali go podczas trwania seminarium w Chenjiagou. Kilkukrotnie Mistrz wyraźnie wzbraniał się przed przetłumaczeniem z języka chińskiego na angielski wielkich słów uznania dla niego samego jakie padały z ust tych wszystkich osób, którzy go (a przy okazji i nas) odwiedzali.

Kiedy kończyło się nasze seminarium, każdy mógł zagospodarować pozostały czas dnia tak jak chciał. Oczywiście po krótkim odpoczynku i także krótkiej pogawędce udaliśmy się na trening na salę. Jarek, Alek i Krzysiu zajęli się pracą nad formą z szablą, a ja dostrzegłam grupkę Chińczyków ćwiczących zastosowania z pchających dłoni i oczywiście natychmiast się tam udałam. Grupka liczyła około osiem osób, w tym dwie osoby z naszego seminarium (chyba Greków). W tej grupie wyraźnie wyróżniała się wysokimi umiejętnościami jedna postać: niewysoki, szczupły ubrany na czarno Chińczyk. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że na patrzeniu się nie mogło skończyć. Po krótkiej chwili podeszłam do tego wyróżniającego się Chińczyka, nie mając jeszcze wtedy pojęcia kto to w ogóle jest i poprosiłam go o udział w tym treningu. Uśmiechnął się i zawołał jednego z uczniów, z którym miałam okazję poćwiczyć. Mój partner treningowy znał tylko język chiński. Dla mnie jest to język całkowicie obcy. Jakoś to wcale nie przeszkadzało. Demonstracja zastosowania a następnie ćwiczenie tego elementu nie wymagało właściwie żadnej wymiany słów. Język treningu to język międzynarodowy.

Później dowiedziałam się kto był nauczycielem grupy, do której treningu się podłączyłam. Był to Mistrz Chen Ziqiang, najstarszy syn Mistrza Chen Xiaoxinga, brata CXW-a. Chen Xiaoxing jest szefem zarządzającym szkołą w Chenjiagou, a Chen Ziqiang koordynuje treningi w ramach szkoły. Ostatnio rozmawiając przez telefon z kolegą z Niemiec wspomniałam o tym treningu i wymieniłam nazwisko Chen Ziqiang, na co mój rozmówca powiedział; „Oh.. das ist dieser Kaempfer aus Chenjiagou.. Er kommt jetzt gleich zu uns nach Deutschland.. (tłum: ach.. to jest ten wojownik z Chenjiagou. On właśnie teraz będzie u nas w Niemczech..).

Około 20.00 na salę przybiegli uczniowie w wieku od ok. 8 do może 16-17 lat wraz z Mistrzem Chen Ziqiangiem i w czterech grupkach rozpoczęli swój wieczorny trening. Najmłodsi trenowali w parach coś co nie skojarzyłoby nam się z Taiji: wyglądało to jak rodzaj zapasów (ale ciało było pochylone prawie o 90 stopni do przodu i wsparte ramionami o partnera), w których chodziło o pozbawienie równowagi partnera/przeciwnika. Wśród najmłodszej grupy dziewczynka w żółtej bluzie wyrzucała z maty wszystkich chłopców. Była wyraźnie najlepsza. Chłopcy ustawiali się w kolejce, żeby z nią poćwiczyć. Wyrzucani z maty uśmiechali się i machali ręką. To machnięcie znaczyło: „ech.. znowu wygrała”. Zaraz potem ponownie ustawiali się w kolejce. Może następnym razem się uda? Ale nikomu się nie udawało.

Starsi uczniowie ćwiczyli zastosowania pod kierunkiem swojego Nauczyciela i Mistrza Chen Ziqianga. Umiejętności samych uczniów też były wysokie.

Po raz pierwszy odkąd trenuję  Taiji Chuan miałam okazję zobaczyć cały długi ciąg zastosowań. Demonstrował je Nauczyciel tej grupy. Zastosowania rozwijały się płynnie jedno z drugiego pod wpływem tego co robi przeciwnik i wykonywane były w tempie toczącej się akcji z zaznaczeniem, ale bez stosowania fa jingu, co byłoby dla uczniów bardzo niebezpieczne.

Obserwując z boku ten trening podziwiałam ogromne umiejętności Nauczyciela, siłę, równowagę i całkowite opanowanie nie tylko własnego ciała, ale przede wszystkim panowanie nad przeciwnikiem w każdej chwili niezależnie od tego z jaką siłą chciał zaatakować i jaki fortel chciał zastosować.  

Przez wszystkie dni naszego pobytu w Chenjiagou obserwowałam treningi w różnych częściach terenu szkoły. Ktoś pracował nad formą, ktoś ćwiczył formalne pchające dłonie czy zastosowania. O każdej porze dnia. I wcześnie rano i późno wieczorem. Uczniowie, którzy w związku z naszym seminarium pracowali w kuchni czy przy wydawaniu posiłków, w chwilach odpoczynku od pracy przystępowali do treningu. Nawet mając chwilę wolną podczas wydawania posiłków wykorzystywali ją często do wykonania jakiegoś ruchu z formy. Warto tutaj może zaznaczyć, że formy nauczane w Chenjiagou nieco różnią się od tych, których my się uczymy.

Przyznam, że byłam trochę zaskoczona tym, że z naszej wielkiej grupy seminaryjnej właściwie niewiele osób trenowało poza godzinami na to wyznaczonymi. Czasem kogoś można było zobaczyć, ale niezbyt często. W sali wieczorem też trenowaliśmy właściwie tylko my (grupa z Polski tzn. nasza czwórka i Piotr Zięba, który przyjechał tutaj poza naszą grupą) i czasem jeszcze ktoś poza nami. Jak na 60-70 osób obecnych na seminarium to niewiele. Oczywiście nie ma obowiązku takiego treningu, tyle że seminarium daje tylko pewne wskazania do pracy własnej i samo z siebie nie przełoży się na rozwój jakości. Jeśli nie włoży się także samodzielnej pracy i nie przerobi tego czego się nauczymy od Nauczyciela trudno oczekiwać potem konkretnego efektu. Poza tym na seminarium pracuje się w grupie, a pewne mechanizmy pracy własnej są zupełnie inne niż te, które funkcjonują przy pracy w grupie. Wystarczy wspomnieć choćby tylko dwa z nich: uważność i koncentrację.

Podczas jednego z wieczornych treningów udało mi się wkręcić na naukę zastosowań z formy Laojia, które demonstrował Mistrz Chen Ziqiang. Była to lekcja Piotra Zięby, ale dzięki uprzejmości Piotra i życzliwości Chen Ziqianga mogłam w niej też uczestniczyć.

Po koniec naszego pobytu w Chenjiagou uczniowie szkoły w różnych grupach wiekowych przygotowali dla nas pokaz swoich umiejętności. Najmłodsi chłopcy zademonstrowali szybką  skoczną formę z szablą znacząco inną niż ta którą my poznaliśmy. Najmłodsze dziewczynki wystąpiły z formą z wachlarzami, która wygląda bardzo malowniczo, aczkolwiek ta malowniczość jest mniej istotna bo jest to forma o prawdziwie bojowym charakterze.

Poszczególni uczniowie demonstrowali formy: z kulą, włócznią, mieczem, cepem, daganem, z krótkimi kijami, dwoma szablami i dwoma mieczami. Mistrzowie i inni członkowie rodziny Chen demonstrowali formy 19-kę, fragmenty Laojia Yi Lu, Laoijia Er Lu, Xinjia Yi Lu, Xinjia Er Lu. Jak widać uczniowie raczej demonstrowali formy  bronią, Mistrzowie -formy ręczne. Wszystkie pokazy wywoływały mnóstwo uznania i oklasków. Szczególnie dużo braw zebrał oczywiście Mistrz CXW.  

W ostatnim dniu zdecydowaliśmy się  na 1,5 godziny prywatnego treningu u Mistrza Chen Xiaoxinga, brata CXW-a. Do 11.00 było jeszcze dużo czasu, więc miałam czas na pracę własną. W chwili przerwy podczas tego porannego treningu usiadłam na murku przy chodniku, na którym Chińczycy w mocno średnim wieku pracowali z formą Laoija Yi Lu. Podszedł do nich Chen Xiaoxing i zaczął ich korygować. Nie byli w stanie zbyt długo ustać w pozycjach po tej korekcie. Nie były to pozycje niskie, jednak te korekty tak bardzo zmieniały ustawienie, że ciało nie mogło tego długo wytrzymać. Widać było, że Chen Xiaoxing bardzo się angażował w te korekty i każdą z nich chciał coś ważnego podkreślić. Ale nie tłumaczył o co mu chodzi, tylko bardzo precyzyjnie pokazywał ruch i wskazywał na punkty istotne w konkretnym jego elemencie. Wnioski trzeba wyciągnąć samemu.

O 11.00 rozpoczął się nasz trening. Najpierw medytacja w pozycji stojącej i korekta. W ciągu około 30 minut otrzymałam kilka korekt, każda następna całkiem inaczej ustawiająca ciało, ręce i stopy, ale układających się w pewną całość. Pozycje niezbyt łatwe i dość wymagające fizycznie. Ta nauka nieco zmieniła moją dotychczasową wiedzę na ten temat.

W krótkiej chwili przerwy po medytacji pojawił się Mistrz Chen Ziqang. Korzystając z tej okazji poprosiłam go także o korektę. Z uśmiechem przystał na tę prośbę i obowiązującym tu językiem gestów wyjaśnił mi dlaczego tak a nie inaczej ustawia poszczególne punkty. Znacząco zwiększyło to moje zrozumienie tej korekty. W dokładnie ustawionej, bardzo wymagającej fizycznie pozycji, ustałam ok. 4-5 minut. Podziękowałam mu ukłonem (niestety, już rzadko spotykanym wyrazem szacunku) za cenne wskazówki.

Kontynuowaliśmy nasz trening pod kierunkiem Mistrza Chen Xiaoxinga. Każde z naszej czwórki wybrało sobie to co chciałoby u siebie poprawić. Ja poprosiłam o korektę pierwszej części Laojia Yi Lu, podstawowej formy stylu. Mistrz wprawnym i uważnym okiem obserwował każdy szczegół ruchu i korygował każdy najmniejszy błąd. Korekta była bardzo cenna i pozwoliła mi zauważyć i zrozumieć kolejne, głębsze aspekty poszczególnych elementów formy. Mogę tylko żałować, że lekcja tak szybko się zakończyła. Nastąpił koniec zbierania materiału do pracy- teraz czas na pracę nad tymi elementami.

Mistrz Xiaoxing najprawdopodobniej odwiedzi Polskę na przełomie IX /X b.r. (tj 2010) i chętni będą  mogli wziąć udział w jego seminarium bez wybierania się w podróż do Chin.

Jeśli chodzi o samą wioskę  Chenjiagou wspomnę, że polegając na zdaniu tych, którzy ją  widzieli już rok wcześniej, bardzo się zmieniła. Główne drogi są szerokie, asfaltowe i mają szerokie chodniki. Na chodnikach stoją ogólnodostępne urządzenia do treningu. Wracając któregoś dnia wieczorem ze zwiedzania wioski, sami trochę na nich poćwiczyliśmy. Widzieliśmy też starszego mężczyznę, który postawił na ulicy siatkę, którą niósł i zajął się ćwiczeniem. Poćwiczył, zabrał siatkę i poszedł dalej. Tutaj to naturalne. Wszyscy ćwiczą.

W całej wiosce dużo nowego się buduje. Rozbudowuje się też kolejna szkoła Taiji.

Mieliśmy okazję widzieć dom Yang Luchana oraz miejsce, gdzie kiedyś stał dom Mistrza CXW-a.

W bardzo szybkim czasie bo w ciągu jednego roku na pustym polu za Świątynią Chen Wantinga powstało trzykondygnacyjne, wyposażone w eksponaty Muzeum Taiji. Teren na którym stoi Muzeum jest ogromny, z wielkim placem wyłożonym płytami ułożonymi w symbol Taiji i wielką bramą, która prowadzi na teren, na którym ono stoi. Po prawej stronie znajduje się trzynaście wielkich betonowych figur demonstrujących wg mnie trzynaście technik Taiji, choć przewodniczka nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie jednego ze zwiedzających co one symbolizują. Jednak wszystko tutaj ma sens i coś oznacza. Nie powstało ot tak, żeby było ładnie. Po prawej nieco z boku znajduje się cmentarz rodu Chen. Teren przecinają chodniki i całość otacza kamienny mur. Rozmach przedsięwzięcia jest ogromny. Właśnie powstaje ogród, są wsadzane drzewa i mniejsze rośliny. W przyszłym roku będzie tu jeszcze piękniej.  

Iwona Grześkowiak/ kwiecień  2010

iwonagrzeskowiak@onet.pl

Zdjęcia Mistrzów: M. Vorwerk, Projekt i wykonanie: Pracownia Athanor